Babciu, Dziadku … i niech siada! - 2026-02-17

Małgorzata Maria Topolska
Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Białymstoku.
Autorka cyklu felietonistycznego Z kącika Rzecznika…
Początek tytułu może sugerować świąteczne obchody Dnia Babci i Dziadka, ale nie, nie o to chodzi. Felieton będzie dotyczył tego w jaki sposób zwracamy się do pacjentów. Poprosiła mnie o to pisanie moja koleżanka z ogólniaka, równolatka, zdegustowana po pobycie w szpitalu.
Za młodu człowiek był zdrowy, ale cóż wraz z wiekiem zdrowie szwankuje to i zdarza się hospitalizacja, a wraz z nią kontakt ze środowiskiem medycznym w szerokim rozumieniu, bo od lekarzy, poprzez personel pielęgniarski i pomocniczy. Basia szkody na zdrowiu nie poniosła, wręcz przeciwnie, to i skargi do Rzecznika nie miała powodu pisać 😉 Opieka lekarska była dobra, ale reszta średnia. Szczególnie dotkliwe było dla niej protekcjonalne traktowanie przez personel pielęgniarski i pomocniczy. Prostackie zwroty: niech weźmie, niech się rozbierze, będzie jadła itp. itd. niestety powszechne w komunikacji z pacjentem były na porządku dziennym. Oczywiście natychmiast po usłyszeniu takiego zwrotu przychodzi do głowy scena z filmu „Pora umierać” z udziałem Danuty Szaflarskiej, w którym pada z ust pani doktor kwestia: „Niech się rozbierze i położy”, na którą reaguje pacjentka zwrotem: „Niech się pocałuje w du.ę” Może i odzywka nie była parlamentarna, ale uzasadniona. Dominował w takich zwrotach personel pomocniczy, ale pielęgniarskiemu także nie przechodziło przez usta zwrócenie się do kobiety per pani. Zapewne powiecie Państwo, że my lekarze to właściwie dobrze. Choć i tu pewne niedociągnięcia były. Pamiętać jednak należy, że są wśród nas kierownicy Klinik czy Oddziałów, w których zakresie obowiązków leży nadzór nad całokształtem funkcjonowania jednostki.
Kolejnym nieakceptowalnym zwrotem kierowanym do pacjenta to „babciu” lub „dziadku”. Sorry, ale pacjent nie jest naszą babcią czy dziadkiem. Nie tylko moja koleżanka była takim zwrotem obdarzona. Osobiście z przykrością wspominam wizytę mojej mamy u młodej lekarki, której nie potrafił przejść przez usta zwrot „proszę pani”. Czy zareagowała moja matka – nie, czy ja zareagowałam – niestety także nie. Zdaję sobie sprawę dlaczego pacjenci w takiej sytuacji nie reagują. Czują się zależni od lekarza czy pozostałego personelu. Obawiają się, że jak zwrócą uwagę to lekarz czy inny członek zespołu terapeutycznego się obrazi, że odbije się to na leczeniu czy opiece medycznej. Zaciskają zęby i znoszą to babciowanie czy dziadkowanie. Pani Szaflarska zapewne dała by radę, ale to było w filmie, realne życie jest inne.
Oczywiście to nie koniec naszych popisów oratorskich. W skargach przewijają się negatywne zwroty kierowane przez lekarzy do pacjentów czy ich rodzin dotyczące czasu włączenia leczenia: „co tak długo czekali z przyjazdem do lekarza” lub z oceną wyglądu, czy higieny pacjenta: „niech go umyją, bo nie będę badała brudnego, śmierdzącego” itp. itd. Zdecydowanie powinniśmy się troszczyć o dobrostan pacjenta, ale jak mówiła pani prof. H. Korn – pacjent nie kwiatek, nie jest do wąchania, a do badania. Przykładów pacjentów w stanie „utrudniającym” badanie było w moim życiu zawodowym wielu, zapach naciętej ropowicy zębopochodnej pozostaje na całe życie w mózgu laryngologa czy dentysty. Nasz zawód łączy się z wydzielinami i wydalinami i nie wszystkie są pachnące. Wrażliwszych kolegów proszę o opuszczenie tego fragmentu – pozdrawiam mego kolegę Jarka, który miał wątpliwą przyjemność oczyszczania tkanki nowotworowej małżowiny usznej z larw złożonych przez muchy, dał radę, nie kazał zrobić tego rodzinie pacjenta. A co do terminu pojawienia się do leczenia, to czy łatwo się dostać na wizytę w ramach funduszowego ubezpieczenia. Trzeba też zrozumieć zachowanie pacjenta, czasami to lęk przed wezwaniem np. karetki pogotowia, bo przecież informacja, że za zbędne wezwanie trzeba zapłacić funkcjonuje w powszechnym obiegu, czasami zwykły problem z dodzwonieniem się do poradni (rejestracja internetowa nie poprawi tej sytuacji w starszej grupie wiekowej). Może śladem onkologii powinna istnieć w POZ-ecie funkcja opiekuna osoby starszej.
Kończąc bardzo proszę o pozytywny stosunek do starszych pacjentów rozumiejąc, że skomunikowanie się z nimi może być trudne, co lako laryngolog i audiolog rozumiem to chyba jak nikt 😉 Starajmy się nawiązać z nimi kontakt, nie można pozwalać, żeby w imieniu osoby starszej mówił jedynie opiekun. Notabene z dziećmi jest podobnie, one bardzo chętnie opowiadają o swoich problemach. Nie jest oczywiście tak, że otaczają nas jedynie mili, przyjemni i ujmujący starsi ludzie, niestety często się zdarza, że z przyczyn zdrowotnych i charakterologicznych mamy do czynienia z osobami niezbyt sympatycznymi. Cóż trudno, taki wybraliśmy sobie zawód.